W 80 lat dookoła „Baryły” – rozmowa sportowo-podróżnicza z Wojciechem Łazarkiem

Gdańska dzielnica Żabianka-Wejhera-Jelitkowo-Tysiąclecia to typowe blokowisko jakich w Polsce wiele. Mimo, że położone jest z daleka od głównych atrakcji miasta to uwagę przykuwa swą lokalizacją.

„Betonową dżunglę” z jednej strony otacza wielka woda, z drugiej zaś uważany za letnią stolicę Polski – Sopot. W okolicy kwitną zielone płuca Gdańska – Park Reagana i Lasy Oliwskie. Swoją wyspę czyli popularny „RODOS” (Rodzinne Ogródki Działkowe Otoczone Siatką) mają tu też działkowcy.

Osiedle sportem stoi. Bliskość Akademii Wychowania Fizycznego zobowiązuje. Poza siłowniami pod chmurką, czy halą widowiskową – Ergo Areną są tu też „Orliki”. O ich popularności, świadczy fakt, iż do późnych godzin niesie się „łacina” piłkarzy, po niewykorzystanych przez nich sytuacjach bramkowych. Nie dziwi, że gdy emocje sportowe biorą górę, to człowiek nie potrafi ugryźć się w język.

W tej sportowej części Gdańska spotkać można człowieka „legendę” Wojciecha Łazarka, dla znajomych „Baryła” – byłego selekcjonera reprezentacji Polski, zdobywcę tytułu Mistrza Polski, Pucharu Polski, tytułu Trenera Roku wg Plebiscytu „Piłki Nożnej” w 1983 i 1984 roku, który ma na koncie współpracę z klubami i reprezentacjami z Bliskiego Wschodu czy „Czarnego Lądu”.

Izrael – fot. z archiwum prywatnego W. Łazarka

Na spacerującego Trenera można najczęściej natrafić w towarzystwie czworonożnej bogini mądrości – „Ateny”. Rozmowa z panem Wojtkiem na zwykłym „Dzień dobry” nigdy się nie kończy, zawsze znajdzie się czas, by porozmawiać o piłce nożnej zarówno tej w wydaniu lokalnym jak i światowym. W. Łazarek sypie anegdotami jak z rękawa. Na osiedlowej ławce, niczym tej z serialu „Ranczo”, porozmawialiśmy o tematach sportowo-podróżniczych.

zdj. Izabela Gabryszak

Za Panem ponad 80 lat, ile z nich spędzonych było w podróży?

Powiem tak. Kiedy niedawno obchodziliśmy z Żoną szmaragdowe gody, to Małżonka żartobliwie przypomniała mi, że z tych 55 lat razem, to 25 lat nie było mnie w domu (śmiech).

Ciężko wyliczyć, ale około ¾ życia spędziłem na walizkach.

Ile w tym czasie odwiedził Pan krajów?

Ciężko oszacować, praca z klubami z Polski, Szwecji, Izraela, Arabii Saudyjskiej, Egiptu oraz reprezentacjami Polski i Sudanu dały mi możliwość zobaczenia kawałka świata. Mecze towarzyskie, pucharowe, zgrupowania, turnieje czy staże przekładały się na ciągłe podróże. Dzięki dwuletniej pracy w Sudanie miałem możliwość zwiedzenia Afryki.

Sudan – fot. z archiwum prywatnego W. Łazarka

Pamięta Trener swoją pierwsza podróż zagraniczną?

Tak, z Lechią Gdańsk, to był wyjazd do ówczesnego NRD. Utkwiła mi chwila przekroczenia granicy z Berlina Wschodniego do Zachodniego, to było jak porównanie gówna do twarogu. Kolejne podróże odbywałem głównie w granicach byłego bloku wschodniego.

fot. z archiwum prywatnego W. Łazarka

Które z miejsc na świecie, zrobiło na Panu największe wrażenie?

(Trener spogląda na Atenę) Jak widać jestem miłośnikiem zwierząt, dlatego niezwykle wspominam pobyt na „Czarnym Lądzie”. Podczas pobytu w Tanzanii odwiedziłem Park Serengeti, który jest rajem dla miłośników dzikiej przyrody. Wyjątkowym przeżyciem było wejście na Kilimandżaro. Jest też długa lista miejsc, w których byłem, ale nie było czasu ich zwiedzić. Wie Pan, jadąc z drużyną choćby na koniec świata żyje Pan meczem. 

Egipt – fot. z archiwum prywatnego W. Łazarka

Dziś towarzyszy nam „Atena”, czy posiadał Pan innego „pupila” podczas pracy zagranicą?

Trenując w Egipcie, zrezygnowałem z samochodu służbowego, w zamian, czego dostałem dorożkę z woźnicą. Koń tak się ze mną związał, że podczas zajęć stawał przed jedną z trybun stadionu i rżał z tęsknoty na całą okolicę.

Kiedy będąc w Sudanie, usłyszano o mojej miłości do zwierząt to w prezencie imieninowym dostałem małego tygrysa. Zwierzę, którego na próżno szukać w Afryce kupiono prawdopodobnie na jednym z targów. Nie wiedziałem, co z nim zrobić. „Kociak” dość krótko dzielił ze mną mieszkanie na piątym piętrze bez windy. W tym czasie spychał mnie z łóżka, demolował wnętrze, szalał podczas spacerów. Rósł w oczach. Na szczęście z pomocą przyszli mi polscy piloci, którzy opryskując tutejsze pola walczyli z szarańczą. Mieli go wypuścić w jednym z buszów.

Arabia Saudyjska – fot. z archiwum prywatnego W. Łazarka

Czy były jakieś lokalne zwyczaje, które zaskoczyły Pana podczas pracy w Afryce?

Nie znając uwarunkowań z zakresu codziennego życia w danym kraju, popełniało się czasem nietakty.

Pamiętam jak w Egipcie zorganizowano bankiet,  po wygranym przez nas meczu z ze stołeczną drużyną Al-Ahly, będącą oczkiem w głowie ówczesnego prezydenta Egiptu – Husni Mubaraka.

Podczas imprezy walnęliśmy z prezesem „misia”, ściskamy się, tulimy, ja się zapomniałem i pocałowałem w rękę oraz policzek jego małżonkę. Nagle on krzyknął, że zhańbiłem mu żonę. Lament, goście pouciekali. Nie dało się ich przeprosić. Tłumaczenie, że u nas to normalny zwyczaj, nie było dla nich argumentem. Podobnie jak wypowiedziane półżartem-półserio słowa, iż ma przecież jeszcze trzy żony. Niesmak po tym spotkaniu pozostał do końca mojego pobytu w Kraju Faraonów.

Innym razem pojechaliśmy z klubem na jeden z wyjazdowych meczów rozgrywanych w Egipcie. Przed rozpoczęciem spotkania wprowadzono cielaka i złożono z niego ofiarę. Nie mogłem na to patrzeć i uciekłem do szatni.

Natomiast na początku pracy w Sudanie, dostałem zaproszenie od jednego z działaczy, który chciał pokazać mi swoją posiadłość. Miałem ubrać się na sportowo. Po przyjeździe na miejsce, okazało się, że poza gospodarzem i jego gośćmi, są tam też skorpiony! Stałem jak osłupiały w dresie i…klapkach.

Arabia Saudyjska – fot. z archiwum prywatnego W. Łazarka

Ile zna Trener języków?

Najważniejszym w życiu, było dla mnie, dobrze poznać język polski. Uczyłem się też języka angielskiego, ale gramatycznie Panu nie zaimponuję, wiem Pan „zupa” – „dupa” podobnie wygląda. Jak pracowałem w Szwecji, chodziłem do szkoły na zajęcia po 6 godzin dziennie. Po pół roku nauki prowadziłem już odprawę taktyczną, ale wie Pan język nieużywany ucieka. Po pracy w Izraelu, obejmowałem posady w krajach arabskich, zdarzało się mi tam palnąć fokstrota w języku hebrajskim, co nie było dobrze odbierane.

Izrael – fot. z archiwum prywatnego W. Łazarka

Jak Pan trafił na „Czarny Ląd”?

Objęcie posady selekcjonera jest zawsze dużym wyróżnieniem, dlatego kiedy dostałem propozycję z Sudanu to nie zastanawiałem się długo. Chciałem zobaczyć jak wyglądają tamtejsze trendy szkoleniowe. Podczas pracy w Afryce miałem okazję poznać wielu świetnych fachowców jak Ferenc Puskás czy Marco Tardelli. Trenowałem tam niezwykle uzdolnionych zawodników. Obserwowałem ich rozwój,  bo wie Pan nie każdy kij wrzucony do Nilu, staje się od razu aligatorem.

Na całym kontynencie widać było ogromne zainteresowanie piłką nożną. Kilkudziesięciotysięczne stadiony wypełniały się do ostatniego miejsca. Na trybunach panowała niezwykła atmosfera, jeden wielki śpiew, orkiestra, taki był doping, nawet podczas derbów. Kiedy pozytywne emocje koncentrują się na tym, co się dzieje na boisku, to robi to wrażenie.

Izrael – fot. z archiwum prywatnego W. Łazarka

Czy było niebezpiecznie ze względu na trwającą tam wojnę?

Wie Pan, są takie slogany, stereotypy, zły człowiek – dobry człowiek. Dysproporcja poziomu ekonomicznego między „Czarnym Lądem” a „Starym Kontynentem” sprawiała, że ludzie spoglądali z dystansem na Europejczyków czy Amerykanów, ale nigdy nie czułem jakiegokolwiek zagrożenia. Afrykanie są bardzo serdecznymi, przyjacielskimi ludźmi. Jednak równie niebezpieczna, co trwająca tam wojna była susza. Upały, ponad 50°C. Osłabiony, niedożywiony organizm nie ma w takiej walce szans. Pamiętam jak jadąc z drużyną na mecz, zauważyłem siedzącą przy drodze, grupę wycieńczonych osób, chciałem im pomóc. Powstrzymał mnie przed tym tłumacz mówiąc – „Słuchaj Wojto, nie ma sensu dawać im kanapek ani wody, nic ich nie uratuje, jak będziemy wracać to będą martwi”.

Egipt – fot. z archiwum prywatnego W. Łazarka

Ta dysproporcja finansowa była, aż tak widoczna?

Powiem Panu tak, pojechaliśmy z reprezentacją Sudanu na turniej rozgrywany nad Jeziorem Wiktorii. Zatrzymaliśmy się w jednym z hoteli, gdzie koszt skorzystania z łazienki wynosił 5$, czyli mniej więcej tyle co tydzień życia w Sudanie. Dieta zawodników sięgała wtedy 20$. Piłkarze wymyślili, więc, że pójdą wykąpać się w największym jeziorze Afryki. Dobrze się nie zamoczyli, a już w pośpiechu musieli uciekać przed krokodylami. Biegli tak szybko, że wszystkie rzeczy zostawili na brzegu. Drugiego dnia nie mieli już w czym grać, najważniejsze jednak, że nikomu nic się nie stało. 

Niestety nie wszystkie historie mają szczęśliwe zakończenie.

Pamiętam sytuację, kiedy pracowałem w arabskim klubie Al-Ittifaq. Byliśmy liderami tabeli na cztery kolejki przed końcem rozgrywek. Ze względu na mecze reprezentacji narodowej przerwano ligę. Wtedy to podeszło do mnie dwóch najlepszych klubowych piłkarzy – Zambijczyków. Znany z wcześniejszych występów w Lechu Poznań – Derby Makinka oraz Kelvin Mutale. Prosili o wolne i możliwość wyjazdu na mecz z Senegalem. Chcieli przy okazji zobaczyć się z rodzinami.

Powiedziałem im: „Słuchajcie, wy jesteście biedakami w waszym kraju, a ja w swoim. Zostaniecie, wygramy ligę, zgarniemy premię, będziemy bogaci, a na koniec każdy pojedzie w swoim kierunku”. 

Następnego dnia, przyszli ponownie i zaczęli płakać. Założyli mi słuchawki na uszy i odtworzyli z kasety głos swoich dzieci, których od dawna nie widzieli. Mówi się, ze trener jak ma miękkie serce to powinien mieć twardą dupę. Ugiąłem się i podpisałem im tę zgodę. Parę dni później zobaczyłem w CNN relację z katastrofy lotniczej u wybrzeży Gabonu. Na pokładzie znajdowali się Makinka i Mutale wraz z całą piłkarską reprezentacją Zambii. Nikt nie przeżył. Po wznowieniu rozgrywek drużyna się już nie podniosła, ostatecznie zajęliśmy czwarte miejsce.

Muszę Panu przyznać, że unikałem lotów po Afryce. Podniebna podróż w rejonie „Czarnego Lądu” była ruletką. Większość maszyn stanowiły stare, radzieckie aeroplany. Lecąc w nich czułem się jakbym siedział na wronie, wszystko chodziło.

Międzynarodowa Federacja Piłki Nożnej (FIFA) w 20. rocznicę wypadku udostępniła reportaż (w języku angielskim), upamiętniający tamtą tragedię.

Poniżej fragment hiszpańskiego dziennika sportowego „El Mundo Deportivo”  wydanie z 29 kwietnia 1993 r.

Mówi się, że świat jest mały. Czy zdarzało się spotkać znajomych, rodaków w najmniej oczekiwanych momentach?

Pamiętam jak z reprezentacją Polski polecieliśmy na mecz do Gwatemali. Stadion nie za duży, ponad 25 tys. osób. Nagle w morzu flag gospodarzy dostrzegłem biało-czerwone barwy. Ogromny kontrast. Moment wzruszenia sprawił, że łzy cisnęły mi się do oczu. Z kibicem, który trzymał chorągiew, porozmawialiśmy po konferencji prasowej. Okazał się nim Polak, mieszkający od dawna w Gwatemali. Ogromne emocje, wyściskał mnie, płacząc szukał słów w języku polskim.

Innym razem poinformowano mnie, że w Chartumie będzie miał międzylądowanie ówczesny prezydent Polski – Aleksander Kwaśniewski. Miło jakbyś był Wojto – usłyszałem. Nie namyślałem się długo i około 3:00 wraz ze świtą sudańskich polityków stawiliśmy się na płycie lotniska. Staliśmy jak te chrabąszcze, z nami kompania honorowa, czerwone dywany. Było to ważne wydarzenie dla władz państwowych.

Po wylądowaniu Prezydent RP powitał oficjeli, a następnie widząc gdzie stoję, ruszył w moim kierunku krzycząc „Baryła, Baryła”! Wszystkie oczy skierowane były na nas. Słychać było szept, konsternacja. Mało, kto wiedział, że z A. Kwaśniewskim znaliśmy się od dawna. W czasach, kiedy on pełnił funkcję Ministra Sportu, ja byłem Trenerem Reprezentacji Polski. Po tym powitaniu, dla władz Sudanu stałem się, kimś więcej niż tylko trenerem.

Egipt – fot. z archiwum prywatnego W. Łazarka

Czy takie sytuacje osładzają tęsknotę za Polską?

Zdecydowanie tak. Podczas pracy w Izraelu poznałem tam duże grono znajomych – Polaków. Przebywając w Sudanie miałem wsparcie konsula, a w odwiedziny przyjeżdżali pracownicy ambasady polskiej w Kairze. Spotkania z rodakami były antidotum na tęsknotę. Czuliśmy wieź, będąc razem gdzieś na końcu świata. Przyznam się, że po całym dniu pracy zagranicą, zamykałem oczy i myślałem o rodzinie i ojczyźnie. Bo Polska to rodzina.

Powiem Panu tęsknota nie zna granic. Warto jednak dodać, że dzięki piłce nożnej mogłem zrealizować wiele swoich marzeń. Swoją pasję zamieniłem w przygodę, która stała się podróżą przez całe życie.

Izrael – fot. z archiwum prywatnego W. Łazarka

Wojciech Łazarek urodził się 04.10.1937 roku w Łodzi. Swoją karierę piłkarską rozpoczął w barwach Metalowca Łódź, grając na pozycji napastnika. Kolejnymi jego klubami były: Start Łódź, ŁKS Łódź oraz Lechia Gdańsk.

Po zawieszeniu korków na kołku rozpoczął pracę trenerską jako asystent selekcjonera reprezentacji juniorów Łodzi (1964-1967). Kolejno trenował reprezentację juniorów Wybrzeża (1968−1974), MRKS Gdańsk (1971−1974), Lechię Gdańsk (1974−1975), Olimpię Elbląg (1975−1976), Bałtyk Gdynia (1977). Z Zawiszą Bydgoszcz (1978-1979) awansował do I ligi. Obejmując stery w Lechu Poznań (1980−1984) zdobył z klubem Mistrzostwo Polski (1983 i 1984) oraz Puchar Polski (1982 i 1984). W sezonie 1985−1986 ponownie trenował Lechię Gdańsk oraz krótko szwedzką drużynę Trelleborgs FF (1986).

W sierpniu 1986 roku objął stanowisko selekcjonera reprezentacji Polski. Kadrę narodową prowadził do 15.06.1989 roku.

Następnie trenował izraelski Hapoel Kefar Sawa (1990), ŁKS Łódź (1991), egipski Al-Masry Port Said (1992), saudyjski Ettifaq FC (1993−1994), Aluminium Konin (1995), izraelski Hapoel Taibe (1996−1997), Wisłę Kraków (1997−1998), Widzew Łódź (1998), Śląsk Wrocław (1998−1999) i Jagiellonię Białystok (2001−2002). W latach 2002−2004 pełnił rolę selekcjonera reprezentacji Sudanu. W sezonie 2005/2006 związał się z War-Pol Narew Ostrołęka. W 2008 roku prowadził Steinpol-Ilanki Rzepin.

zdj. Izabela Gabryszak

#4

Czesław Mozil i Grajkowie Przyszłości – Każdy ma swoje święta

„Nie jesteśmy tutaj sami, to by była strata

Inni ludzie też są znani i na końcu świata”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.