Był środek sezonu letniego, kiedy w naszym kalendarzu, długą prostą linią, połączyliśmy siedem kolejnych kratek podpisując je „nieplanowany urlop”. Nie przeciągając, zaczęliśmy rozważać, które miejsce na naszej pinezkowej mapie, możemy w tym czasie zobaczyć. Przeglądając oferty „last minute” równolegle pakowaliśmy walizki.
Początkowo naszymi faworytami do wyjazdu były Grecja i Hiszpania, aż do momentu kiedy pojawiła się oferta podróży do Turcji. Stereotypowe podejście do tematu „wczasów na Riwierze Tureckiej”, czyli wyobrażenie niemal tygodniowego pobytu na basenie, ewentualnie plaży, z drinkiem w ręce, spowodował u nas lekkie zawahanie. Szukaliśmy opcji „zwiedzanie + leżakowanie” z naciskiem na to pierwsze. Jednak, gdy tylko zaczęliśmy sprawdzać liczne atrakcje w okolicach Alanyi, to szybko zdecydowaliśmy się wykupić 5-dniowy pobyt nad Morzem Śródziemnym, z opcją wylotu następnego dnia.
Sama podróż na trasie Gdańsk – Antalya (nie mylić z Alanya), można powiedzieć odbyła się bez zaskoczeń. Może poza faktem, że nasz samolot był wyjątkowo słabo obciążony bagażami. Dlaczego? O tym w dalszej części relacji.
Z tureckiego Portu Lotniczego w Antalyi do Alanyi udaliśmy się podstawionym przez biuro podróży autobusem.
Autokar jechał drogą wiodącą wzdłuż Riwiery Tureckiej, przy której niemal na całym odcinku zlokalizowane były hotele. Niezwykle gęsto, jeden obiekt obok drugiego, i tak przez ponad 130 kilometrów! Do niektórych z nich zajeżdżaliśmy pozostawiając lecących z nami turystów. Po ponad 2 godzinach jazdy dojechaliśmy do Alanyi, która stała się naszą bazą wypadową podczas pobytu w Turcji.
Na temat pierwszych śladów osadnictwa na terenie Alanyi można śmiało powiedzieć „dawno, dawno temu”, bo pochodzą z czasów paleolitu, czyli 20 000-17 000 tys. lat p.n.e.! Potwierdziły to badanie przeprowadzone w pobliskiej jaskini Kadıini.
Najstarsza znana nazwa miasta to Korakesium (Coracesium, Korakassa) co oznacza „Wystające Miasto”. Termin ten idealnie obrazował To miejsce, leżące między górami Taurus a Morzem Śródziemnym.
Za czasów Cesarstwa Bizantyjskiego Korakesium przemianowano na Kalonoros, co po grecku oznacza „Piękną Górę”.
W średniowieczu za panowania dynastii tureckiej Seldżuków – „Piękna Góra” zamieniła się w Alaiye (od imienia jednego z Sułtanów).
W 1935 r. w mieście gościł pierwszy prezydent Republiki Tureckiej – Mustaf Kemal Atatürk. W związku z wprowadzeniem nowego alfabetu, przekształcono wtedy Alaiye, na funkcjonującą do dziś nazwę – Alanya, co miało być efektem literówki w błędnie napisanym telegramie.
Zwiedzanie kurortu rozpoczęliśmy od najsłynniejszej, długiej na 2,5 km Plaży Kleopatry (Kleopatra Plajı). Według legendy, spotykać się tu miała egipska królowa – Kleopatra, z wodzem rzymskim – Markiem Antoniuszem. Marcus Antonius tworząc dla swej Bogini plażę, specjalnie sprowadzał piasek z Kraju Faraonów.
Opuszczając piaszczysty brzeg, trafiliśmy do zlokalizowanej obok Jaskini Damlataş (Damlataş Mağarası). Grota została odkryta stosunkowo niedawno, bo w 1948 r. Natrafiono na nią przypadkowo, podczas prac przy wydobyciu kamienia potrzebnego do budowy tutejszego portu. Nazwa jaskini tj. Damlataş – z tur. sopel nawiązuje do wody, która kapie tu ze stalaktytów. Ocenia się, iż powstałe we wnętrzu formy nacieków pochodzą sprzed 15 tys. lat.
Temperatura w grocie przez cały rok jest stała i wynosi 22°C, ze względu na panujący tu mikroklimat, zalecane się przebywanie w niej astmatykom. Jest to pierwsza jaskinia w Turcji otwarta dla turystyki.
Opuszczając wnętrza „Sopla” wśliznęliśmy się do kolejki linowej by wjechać na wzgórze, gdzie zlokalizowany jest Zamek (Alanya Kalesi).
Historia twierdzy umieszczonej na szczycie półwyspu, sięga epoki hellenistycznej. Przez kolejne wieki budowla była systematycznie rozbudowywana. Duży wpływ na zamek i mury miejskie, a konkretnie na ich formę znaną nam współcześnie, miał sułtan seldżucki Alaeddin Keykubad. To on nadał nazwę miastu – Alaiye, w XIII w.
Zlokalizowany na półwyspie zamek wznosi się 250 metrów n.p.m. Od strony zachodniej chroni go 200-metrowe urwisko, część wschodnią zaś zabezpieczają mury o imponującej długości 6,5 km, zawierające 140 wież strażniczych! Do obsługi Alanya Kalesi wykorzystywano 400 cystern, które zaopatrywały fortyfikację w wodę.
Ze szczytu można się przyjrzeć terenowi rozciągającemu się od Morza Śródziemnego po góry Taurus.
Jeden z punktów obserwacyjnych stanowiła ośmiokątna Czerwona Wieża (Kızılkule). Jej rolą była ochrona portu i stoczni przed atakiem wojsk wroga od strony morza.
U podnóża wzgórza zamkowego, znajdują się pozostałości pierwszej wybudowanej nad Morzem Śródziemnym stoczni. Pochodzący ze średniowiecza obiekt podobnie jak Czerwona Wieża pełni dziś rolę muzeum.
Wzdłuż brzegu, ciągnie się promenada. Można sobie tu przysiąść i popatrzeć na ruch żeglugi w tutejszym porcie.
Spacerując po deptaku czuliśmy się jak nad polskim morzem. Dźwięk automatów do gier był tłem dla kolorowych stoisk z pamiątkami „made in china”.
Szukając cienia, opuściliśmy promenadę. Zatrzymaliśmy się przy jednym z pobliskich meczetów Kuyularönü Cami, przy którym zaczepił nas tutejszy imam. Po krótkiej rozmowie m.in. serii pytań skąd jesteśmy i… dlaczego nie leżymy teraz na plaży, duchowny zaprosił nas do odwiedzin świątyni. Aby wejść do obiektu sakralnego, należy zdjąć obuwie. Kobiety muszą mieć zakryte włosy, ramiona i nogi.

Naszym następnym celem na mapie Alanyi był tutejszy Bazar przy Hükümet Cd. Wąskie uliczki wypchane są odzieżą, obuwiem, torebkami, perfumami…dosłownie wszystkim co ma „znane logo”. Pełno tu rzeczy „inspirowanych” dziełami słynnych projektantów mody w niskiej cenie.
Na bazarze można też spróbować oraz nabyć orientalne przyprawy, bakalie, czy słodycze. Na życzenie pakowane są próżniowo (idealnie na wyjazd), a ceny podlegają negocjacji.
Popularne miejsce, stanowi odpowiedź dlaczego część podróżujących udając się do Alanyi ma tak lekkie bagaże.
Jeden z miejskich parków w centrum Alanyi.
Dużą popularnością cieszą się tu bary z fajkami wodnymi. Można tu też zagrać w tryktraka i wypić herbata/kawę po turecku.
Turecki New York.
Wieczorem z perspektywy plaży przyglądaliśmy się miejskim murom, które nocą zamieniają się w święcący łańcuch, rozświetlający wzgórze zamkowe Alanyi.











































