Dzień rozpoczęliśmy od wyjazdu do Podzamcza, gdzie usytuowany jest zamek Ogrodzieniec. Miejsce to od dawna znajdowało się na mojej liście podróżniczych marzeń, z adnotacją „na późnej”. Od rana w aucie grała grupa „Pink Floyd”. Barwa ich dźwięków pozwalała dodać nieco koloru tej szarej aurze.
Wyidealizowany obraz zamku, który miałem w głowie, zmąciła nieco droga prowadząca do twierdzy. Smutna sceneria składająca się z zamkniętych straganów, opuszczonego parku rozrywki i miniatur oraz kolorowych reklamowych płacht odwracały uwagę od zabytku.
Murowana forteca powstała w połowie XIV w. z inicjatywy Kazimierza Wielkiego, który zastąpił nim niszczony, drewniany gród zwany Wilczą Szczęką. W połowie XVI w o rozbudowę twierdzy zadbał pochodzący z wpływowego i majętnego rodu Bonerów – Seweryn. Właściciel wzorując się na planach wawelskiego zamku przekształcił gotycki obiekt w renesansową warownię. W XVI i XVII w. Szwedzi zrujnowali zamek pozostawiając go w falach ognia.
W komnatach zamku znajduje się wiele historycznych eksponatów. Sala tortur prezentuje m.in. krzesło czarownic. Wartownię otaczają interesujące formacje skalne. Jedna z nich przypomina brodacza inna zaś wielbłąda.
Zamek wielokrotnie gościł na srebrnym ekranie m.in. w „Zemście”, „Janosiku” czy Wiedźminie.
Z Ogrodzieńca ruszyliśmy do Pilicy, gdzie znajduje się zespół pałacowo-parkowy z XVII w. Częściowo opuszczony, zapomniany, zdewastowany obiekt byłby idealnym tłem dla filmowego horroru.
Budynek nie miał szczęścia do właścicieli. Nie oszczędzał go również los. Najazd Szwedów, czy ogromny pożar pozostawiły trwałe ślady w architekturze kompleksu. Podczas II wojny Światowej stacjonował tu pluton zmotoryzowanej żandarmerii, pod koniec XX w. znajdował się tu dom dziecka a następnie zakład poprawczy. Trwające lata rozprawy spadkowe doprowadziły obiekt do ruiny.
Zabytek dysponuje prawdopodobnie największym w kraju kolumnowym wnętrzem pałacowym. Wewnątrz budynku mieści się około 40 pomieszczeń. Zwiedzanie kompleksu jest zabronione. Wejścia strzegą dwa sfinksy czekające na lepsze czasy.
10 hektarowy ogród zdobi lipa Królowej Elżbiety (nazwana na cześć żony W. Jagiełły). Drzewo ma aż 7 metrów średnicy.
Choć zabytek lata świetności ma za sobą to potrafi przykuć wzrok.
Następnym przystankiem na naszej trasie był rezerwat Smoleń, gdzie położony jest Zamek Pilcza. Z badań archeologicznych wynika, że wzgórze było zamieszkane już przed naszą erą. W XIII w. wybudowano tu drewnianą warownię, która został spalona przez wojska W. Łokietka podczas walk z królem czeskim Wacławem II. W połowie XIV wieku powstała nowa, murowana warownia, która ucierpiała znacznie w czasie potopu szwedzkiego. W połowie XIX w. ówczesny właściciel prowadził tu fabrykę „Batawia” produkującą śrut strzelniczy. Inny z pomysłów by urządzić w tym miejscu winnicę, skończył się odnalezieniem znacznej ilości ludzkich kości wraz z pozostałościami broni białej oraz wyposażenia wojennego.
Naszą uwagę przykuła wystająca ponad korony drzew wieża warowni. Podczas wejścia na zamek przyglądaliśmy się czy aby nie ma tu ukrytych skarbów. W latach 90. znaleziono tu naczynie wypełnione monetami pochodzącymi sprzed kilku wieków.
Bydlin to kolejne miejsce, gdzie usytuowane są ruiny niewielkiego zamku leżącego na Szlaku Orlich Gniazd.
Początki warowni sięgają XIV w. Po rozbudowie w XVI, zamek przez długi czas pełnił funkcję obiektu sakralnego. Podczas Potopu Szwedzi zburzyli kościół. W XIX w. na stokach góry zamkowej istniała kopalnia galeny (minerału z gromady siarczków). Pozostałe ruiny przypominają figurę zwierza.
Miejsce było świadkiem scen rozgrywanych podczas I wojny Światowej. Bitwę do której tu doszło, Józef Piłsudski nazwał „krzywopłockimi legionowymi Termopilami”.
Następnie udaliśmy się do Zamku Rabsztyn. Nazwa twierdzy pochodzi z j. niemieckiego „Rabestein” i oznacza kruczą skałę. Pierwsze wzmianki dotyczące warowni znajdującej się na Wzgórzu Rabsztyńskim sięgają XIII w. To jeden z tych obiektów, które Kazimierz Wielki zamienił z drewnianych w murowane. U podnóża góry znajdują się fragmenty renesansowego pałacu z XVII w. tworzące zamek dolny.
Warownię najpierw zrujnowały wojska szwedzkie (1657 r.), a kilka wieków później grupy poszukiwaczy skarbów.
Rabsztyn co roku zamienia się w arenę turnieju rycerskiego.
Pustynia Błędowska to drugie z miejsc na mojej liście marzeń, które odwiedziliśmy podczas tego wyjazdu.
Jak głosi legenda „Polska Sahara” powstała w czasach kiedy Pan Twardowski podpisał cyrograf z diabłem. Wtedy to wysłannik piekieł, na życzenie czarnoksiężnika, ukrył bogactwa ziemskie w pobliżu Olkusza.
O tajemniczym procederze jakimś cudem dowiedzieli się okoliczni mieszkańcy i zaczęli intensywnie wydobywać drogocenne kruszce spod ziemi. To nie spodobało się diabłowi, który postanowił zasypać kopalnie piaskiem. Lucyfer po drobny kruszec wybrał się nad Bałtyk. Wracając zahaczył jednak ogromnym workiem o wieżę kościelną w Kluczach przez co cały piach rozsypał się na okolicę i tak powstała Pustynia Błędowska. Jednak to nie zniechęciło „księcia ciemności” do realizacji pierwotnego planu. Do zalania kopalń posłużyła lucyferowi pobliska rzeka Baba, stąd wzięło się powiedzenie „Gdzie diabeł nie może, tam babę pośle”.
Drugi, bardziej przyziemny scenariusz powstania pustyni mówi, iż to na potrzeby lokalnych kopalni srebra i ołowiu wykarczowano tutejszy las. Działo się to w XIII w, a pozyskane drewno wykorzystano do wzmocnienia podziemnych korytarzy. Dodatkowo zintensyfikowano pobór wód gruntowych. Na efekty nie trzeba było długo czekać, odsłonięte podłoże stanowiące żwiry i piaski, utworzyło pustynię o pochodzeniu antropogenicznym.
„Największa piaskownica Europy” zajmuje teren około 33 km2 (dawniej nawet 150 km2). Naturalną granicę dzielącą pustynię na część północną i południową stanowi rzeka Biała Przemsza.
Od początku XX w. obszar wykorzystywany był jako poligon. W połowie ubiegłego wieku Pustynię Błędowską obsadzono wierzbą i sosną. Zabieg ten m.in. spowodował znaczne zmniejszenie się powierzchni odkrytych piasków, których temperatura po nagrzaniu dochodzi nawet do 60 stopni! Jeszcze na początku wieku występowały tu piaskowe burze, ruchome wydmy, fatamorgany. Miejsce udawało Egipt w „Faraonie” W. Kawalerowicza. Kręcono tu również zdjęcia do „W pustyni i w puszczy”.
Teren można podziwiać z kilku punktów widokowych, my udaliśmy się na Różę Wiatrów.
Na deser zostawiliśmy sobie wizytę w leżącej w Podlesicach – Jaskini Głębokiej.
Rzutem na taśmę zdążyliśmy przed zamknięciem. Wraz z przewodnikiem mieliśmy okazję podziwiać ten niemal 200 metrowy podziemny labirynt pełen nacieków, form, uskoków oraz niestety widocznych śladów działalności człowieka. Eksploracja przez górników, celem wydobycia m.in. szpatu (minerału wykorzystywanego w przemyśle szklarskim) wpłynęła nieodwracalnie na stan groty. Swoje zrobili też „turyści” odłamujący formy skalne „na pamiątkę”. Jaskinia stała się więc pomnikiem ukazującym nadmierną ingerencję człowieka w naturę.
W Jaskini Głębokiej panuje stabilny mikroklimat z temperaturą nieprzekraczającą 8 stopni. Wykorzystują to nietoperze, które od wiosny do jesieni traktują miejsce jako dzienne schronienie. Kiedy nadchodzi najchłodniejsza pora roku jaskinia zamienia się w hibernakulum tj. stanowi kryjówkę dla latających ssaków, na czas snu zimowego.
„Słyszeliście, że na Zamku w Olsztynie odkryto ślady Neandertalczyka? Znacie program Owca+?”. Przewodnik zasypywał nas ciekawostkami dotyczącymi J. Głębokiej jak i samego Szlaku Orlich gniazd. Świetnie jest słuchać człowieka opowiadającego z pasją o swej…pasji.
Nad jaskinią górują wapienne skały zwane Kruczymi Skałami i Dwoistą Basztą.
Dzień zakończyliśmy wsłuchując się w „Ciemną stronę księżyca” grupy Pink Floyd.































2 uwagi do wpisu “„Dwa Orły” na Szlaku Orlich Gniazd #2 Ogrodzieniec, Pilica, Pilcza, Bydlin, Rabsztyn, Pustynia Błędowska, J. Głęboka”